Sylwester już za nami. Bardzo udany, choć akurat jeszcze przed zabawą mieliśmy okazję się pokłócić troszeczkę, jak zwykle o pierdoły. Wiadomo- nie da się żyć ciągle jak w bajce. Na szczęście szybko się pogodziliśmy i na zabawę wybraliśmy się już w dobrych nastrojach.
Wszystko zaczynało się o 19. Ekipa przyjechała po mnie chwilkę przed, a ja dosłownie dwie minuty przed dzwonkiem do drzwi skończyłam zwijać włosy na lokówkę. :D
Sama zabawa była fajna. Grał duet, więc nieco się zdziwiliśmy, bo początkowo była mowa o Dj. Ale to nawet lepiej, bo jak Dj a tu wszyscy w sukniach balowych, to potem niewiadomo jak do takiej nowoczesnej muzyki tańczyć, a tak były takie rytmy jak na weselach.
Wytańczyliśmy się co nie miara. Nogi poobcierane, bolące, ale nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że odważyłam się na tańce w jedenasto centymetrowych szpilkach! Na szczęście wzięłam buty na przebranie i po północy zmieniłam na niższe, takie 5 cm buty na koturnie.
O północy były tradycyjnie fajerwerki i szampan i oczywiście życzenia noworoczne. Zrobiliśmy sobie z Krzysiem postanowienie noworoczne: mniej złości o głupoty. Ciekawe, czy coś nam z tego wyjdzie.
W domu byliśmy po 4. Odpoczęliśmy i po kilku godzinach snu trzeba było jakoś grzesznie rozpocząć Nowy Rok. Tak więc 1 stycznia spędziliśmy w łóżku seksząc się :D
Dziś pora powoli wrócić do rzeczywistości. I choć jeszcze ten tydzień pozostaje wolny od zajęć, to cały ranek i całe do południa zakuwałam na egzaminy, które już tuż tuż. Ciężko mi było się zmobilizować, ale jakoś poszło!
Ostatnio też trochę inaczej jest między nami. Czuję, że niestety odbija się na nas sytuacja w domu K. Co tu dużo mówić mama przysparza ostatnio im dużo zmartwień i kłopotów. Nawet święta im popsuła. Ciężki jest to typ człowieka, który o wszystko do wszystkich ma pretensję. Ostatnio np. nie odzywała się do K. przez 2 dni i wyobraźcie sobie, że dlatego, że kupił sobie nie taki krawat, jaki jej by się podobał! Nie odebrała nawet telefonu z życzeniami noworocznymi od nas. Ponadto przychodzi i na wszystkich krzyczy, że za dużo się K. ze mną spotyka, a Tomek z Karoliną. Narzeka, że źle się czuje, ale gdy prosimy by poszła do lekarza twierdzi, ze niczego od nas nie potrzebuje. K. zapisał ją dziś mimo wszystko do lekarza i mamy nadzieję, że pójdzie i wszystko dokładnie opowie. Potem niestety atmosfera w domu K. jest jaka jest i on chodzi podłamany i trochę to odbija się na nas. Ale ma mnie, a ja staram się wspierać, więc mam nadzieję, że przetrwamy ten gorszy czas mamy K.