wtorek, 10 stycznia 2012

24.


Niestety egzamin jeden za drugim w harmonogramie zajmują cały mój wolny czas. Interakcje leków plączą mi się w głowie z chorobami wrzodowymi, z działaniami pożądanymi, niepożądanymi morfiny i innych leków. 
To jest straszne! 
Ale miejmy nadzieję, że jakimś cudem uda się to zaliczyć.

Po zrobieniu dodatkowych badań wraz z lekarzem doszliśmy do wniosku, że na moje zdrowie jednak mają tak zły wpływ antykoncepty. I jedyna rada to je odstawić. Mówią, że hormony nie mają wpływu na zdrowie kobiety. Guzik prawda. Najlepszym przykładem jestem ja- znaczne pogorszenie stanu zdrowia, choć zdaję sobie sprawę, że wiele kobiet je bierze i nic się nie dzieje.

Jutro ciąg dalszy zabawy z zębem. Zobaczymy co z tego wyniknie. Oby wszystko było dobrze.

czwartek, 5 stycznia 2012

23.

Ostatnio zabrałam się za kolejne próby udoskonalania mojego talentu kulinarnego. Tym razem upichciłam tortille z farszem mięsno- warzywnym. W skład farszu wchodziła pierś z kurczaka w bazylii, kukurydza, pomidory, zielony ogórek i własnoręcznie zrobiony sos czosnkowy. Nakazałam Krzysiowi nie zjadać obiadu w domu, gdy wróci z pracy tylko na głodniaka przyjechać do mnie. Posłuchał i efektem tego było zniknięcie z talerza czterech całkiem dorodnych sztuk tortilli. Mniam...

Na drugi dzień spotkaliśmy się u niego i tutaj mnie zaskoczył, bo postanowił się zrewanżować i poczynił penne z sosem śmietanowym, pieczarkami i szynką. Kochany.

Poza tym niedługo w naszym mieście pojawi się kabaret Łowcy.B i planujemy się wybrać. Co prawda za bilety trochę sobie liczą, bo 40 zł od osoby, ale już dawno nigdzie nie byliśmy, więc zaszalejemy sobie. I również niedługo odbędzie się u nas wystawa kotów rasowych. Też mamy zamiar iść, jako, że jestem straszną kociarą. Chcę pokazać K. mojego wymarzonego kota, żeby wiedział, jakiego kiedyś będziemy mieli :D

Nastąpiły też pewne zmiany co do planów wakacyjnych. Postanowiliśmy nie jechać za granicę, lecz w góry. Powody są takie, że nie tyle chodzi o koszta, lecz o to, że K. przyznał się (a raczej nie chcący się wygadał), że w 2012 roku mi się oświadczy. Nie podał dokładnej daty, bo to mu się wymsknęło przez przypadek z tym rokiem, z takiego obrotu sprawy się w sumie dziewczyny cieszę, bo wiem, że nie będę musiała czekać na ten krok latami, ale też nie wiem kiedy dokładnie to nastąpi i teraz każdy dzień jest oczekiwaniem :). I już wyjaśniam, co to ma wspólnego ze zmianą planów wakacyjnych.

Jak wiadomo kokosów żadnych finansowych nie mamy, więc postanowiliśmy na wakacje normalnie odkładać kasę (ja mogę tylko dorywczo, więc tym bardziej dużo tego nie będzie może z tysiąc uskładam). A że wakacje za granicą wyniosłyby z 4 tys, a te w Polsce z 2 tys, to nadwyżkę postanowiliśmy odłożyć już na tzw. budżet ślubny. Wiem, wcześnie o tym myślimy :P Ale już nie mogę doczekać się tego całego planowania i cieszy mnie, że K. sam powiedział, że chciałby, żebyśmy po oświadczynach planowali od razu sobie wszystko już, a nie czekali jeszcze np. z 2 lata. :)

Wiecie, jak się cieszę?

A najlepiej to obrazuje wczorajszy mój tekst:

-Mmmm, kochanie...
-Tak?
-Chciałam tylko powiedzieć, że od 4 dni mamy 2012 rok :P
-<śmiech>

poniedziałek, 2 stycznia 2012

22.

Sylwester już za nami. Bardzo udany, choć akurat jeszcze przed zabawą mieliśmy okazję się pokłócić troszeczkę, jak zwykle o pierdoły. Wiadomo- nie da się żyć ciągle jak w bajce. Na szczęście szybko się pogodziliśmy i na zabawę wybraliśmy się już w dobrych nastrojach.
Wszystko zaczynało się o 19. Ekipa przyjechała po mnie chwilkę przed, a ja dosłownie dwie minuty przed dzwonkiem do drzwi skończyłam zwijać włosy na lokówkę. :D
Sama zabawa była fajna. Grał duet, więc nieco się zdziwiliśmy, bo początkowo była mowa o Dj. Ale to nawet lepiej, bo jak Dj a tu wszyscy w sukniach balowych, to potem niewiadomo jak do takiej nowoczesnej muzyki tańczyć, a tak były takie rytmy jak na weselach.

Wytańczyliśmy się co nie miara. Nogi poobcierane, bolące, ale nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że odważyłam się na tańce w jedenasto centymetrowych szpilkach! Na szczęście wzięłam buty na przebranie i po północy zmieniłam na niższe, takie 5 cm buty na koturnie.


O północy były tradycyjnie fajerwerki i szampan i oczywiście życzenia noworoczne. Zrobiliśmy sobie z Krzysiem postanowienie noworoczne: mniej złości o głupoty. Ciekawe, czy coś nam z tego wyjdzie.
W domu byliśmy po 4. Odpoczęliśmy i po kilku godzinach snu trzeba było jakoś grzesznie rozpocząć Nowy Rok. Tak więc 1 stycznia spędziliśmy w łóżku seksząc się :D

Dziś pora powoli wrócić do rzeczywistości. I choć jeszcze ten tydzień pozostaje wolny od zajęć, to cały ranek i całe do południa zakuwałam na egzaminy, które już tuż tuż. Ciężko mi było się zmobilizować, ale jakoś poszło!

Ostatnio też trochę inaczej jest między nami. Czuję, że niestety odbija się na nas sytuacja w domu K. Co tu dużo mówić mama przysparza ostatnio im dużo zmartwień i kłopotów. Nawet święta im popsuła. Ciężki jest to typ człowieka, który o wszystko do wszystkich ma pretensję. Ostatnio np. nie odzywała się do K. przez 2 dni i wyobraźcie sobie, że dlatego, że kupił sobie nie taki krawat, jaki jej by się podobał! Nie odebrała nawet telefonu z życzeniami noworocznymi od nas. Ponadto przychodzi i na wszystkich krzyczy, że za dużo się K. ze mną spotyka, a Tomek z Karoliną. Narzeka, że źle się czuje, ale gdy prosimy by poszła do lekarza twierdzi, ze niczego od nas nie potrzebuje. K. zapisał ją dziś mimo wszystko do lekarza i mamy nadzieję, że pójdzie i wszystko dokładnie opowie. Potem niestety atmosfera w domu K. jest jaka jest i on chodzi podłamany i trochę to odbija się na nas. Ale ma mnie, a ja staram się wspierać, więc mam nadzieję, że przetrwamy ten gorszy czas mamy K.