środa, 5 września 2012

Ach.

Kolejny tydzień minął, tak szybko, że nawet się nie obejrzałam. W pracy mam jeden wielki młyn. Powoli wychodzi szydło z worka. I zamiast mojego pół etatu, na który jestem zatrudniona, siedzę na dwie zmiany. I tak jutro mam od 8 do 21. I choć zarobię dzięki temu trochę, to nie wiem, czy to wszystko jest warte zdrowia jakie na to idzie.
Poza tym jeżdżę na rozmowy o pracę w zawodzie, ale coraz bardziej mnie denerwuje ludzka nieodpowiedzialność. No, bo skoro wysyłam CV to pisze w nim wyraźnie, że jestem z innego miasta i logiczne, że muszę do pracy dojechać. A ja zajeżdżam na rozmowę, spędzam 8 próbnych godzin z dzieciaczkami, po czym już prawie mam tę pracę, a wtedy nagle: "ale to pani nie jest z Poznania?"- "Nie"- "A to dziękuję bardzo, ale nie zatrudnię pani". I człowiek w dupę by się mógł wtedy ugryźć, bo ma szansę, bo już prawie podpis złożył, a tu psikus.
U mnie w mieście obdzwoniłam wszystkich, obeszłam i na razie zyskałam tyle, że w dwóch placówkach uzyskałam obietnicę, że spróbują panie dyrektor załatwić mi staż, ale to dopiero w miesiącach bardziej jesienno- zimowych.
Czasami zastanawiam się, jaki jest sens tych studiów, po co tyle czasu, pieniędzy i sił zużywać, jak nic się z tego nie ma. Ale zaraz sobie uświadamiam, że ja naprawdę marzę o tej pracy z dziećmi, że chcę, że jak jestem z nimi tam na salce to czuję, że to jest to, co chcę robić, że nawet jak wrzeszczą, jak mnie oślinią albo wyplują jedzonko i jestem cała w jakiejś papce, i nawet jak trzeba przebrać mokre majty, bo ktoś nie zdążył w porę na nocnik zawołać, to ja to wszystko kocham, a jeden uśmiech takiego małego szkraba wszystko wynagradza. :)

Dzisiaj mam wolne. Miałam je spędzić leniwie, a w nocy czekała mnie niespodzianka. Obudziłam się ze strasznym bólem zęba. No i szybko pobiegłam do dentysty. Okazało się, że ząb się psuł od środka, niczego nie było widać i dopiero ten ból to zasygnalizował. Leczenie kanałowe mnie czeka. Kocham to ;/

Z K. układa nam się ostatnio świetnie. Bardzo mało czasu dla siebie niestety mamy. Nasze kontakty ograniczają się do spotkania maks 2 razy w tygodniu i ze stu telefonów na dzień. Cieszę się na niedzielę, bo mimo, że spędzę ją w pracy- do 15, to potem przyjedzie do mnie K. i razem wybierzemy się na zakupy ;). Zauważyłam jednak, że wszystko ma dobre i złe strony. Dobrą tej sytuacji jest to, że mogę się przekonać, jak bardzo mi go brakuje, jak wiele dla mnie znaczy i że go kocham najbardziej na świecie.

31 komentarzy:

  1. Nikt nie powiedział, że jak pójdziesz na studia to będziesz mieć zagwarantowaną pracę w zawodzie. Niestety, obecnie dużo osób wybiera studia, nie dla wszystkich się praca znajdzie. Do tego jest niż demograficzny, więc w pracy z dziećmi ciężko coś znaleźć, bo wręcz się obcina etaty.
    Ale trzymam za Ciebie kciuki ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że studia to nie gwarancja pracy. Nie o to mi chodziło. Chodzi mi o absurdy ludzkich zacvhowań. Babka wyciąga umowę, już prawie podpisuję, a potem nie, bo dojazd np. Chodzi o chory system, który polega na tym, że masz być studentem, mieć 2 lata doświadczenia i być dyspozycyjnym 7 dni w tygodniu. Chore.

      Usuń
    2. i jeszcze co do niżu, to się nie zgadzam :P niż był tak 2-3 lata temu. Teraz jest więcej dzieci, nawet właśnie więcej placówek otwierają, ale... obsadzają tam wszystkich znajomych. Nie masz znajomych= nie masz pracy.

      Usuń
    3. System przyjmowania do pracy jest beznadziejny, tak jak mówisz, masz być zaraz po studiach i mieć 2 lata doświadczenia i zgadzać się na wszystko. A znajomości były zawsze i zawsze będą :/
      Niż jest dalej, to, że obecnie jest trochę więcej dzieci to wynika z tego, że są to dzieci roczników wyżowych, ludzi urodzonych w latach 70/80-tych, ale dzieciaków i tak jest mniej niż rodziców, niestety wciąż jest tendencja spadkowa :(

      Usuń
  2. O tak, uśmiech dziecka wynagradza wszystko :) Już czasem nie mam siły z moją małą chrześnicą, ale wystarczy, że zacznie coś po swojemu mówić, śpiewać, śmiać się, a już jestem cała jej :D
    Nie poddawaj się Kochana :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie poddam się. Za bardzo mi na takiej pracy zależy :)

      Usuń
    2. I bardzo dobrze, trzymam kciuki! :))

      Usuń
    3. Szkoda, że mieszkasz tak daleko, bo potrzebujemy opiekunki dla mojej bratanicy ;)

      Usuń
  3. warto szukać i warto czekać właśnie po to, żebyś kiedyś mogła powiedzieć, że masz pracę, którą kochasz :) ja trzymam za to kciuki, przecież w końcu musi się udać :*

    leczenie kanałowe to jakiś koszmar ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musi! Jeszcze w to wierzę! :)

      Nic mi nie mów, boli mnie tak, że umrę ;/

      Usuń
    2. i słusznie! wiara to podstawa :) bez niej juz dawno bysmy się pozałamywały ;)

      a nie dała Ci nic przeciwbólowego?

      Usuń
  4. Dobrze, że chociaż płacą za te nadgodziny. I widzisz tak to jest, umowa jest na pół etatu i za tyle masz odprowadzane składki, pracujesz na półtorej i resztę dopłacają na lewo. W końcu żyjemy w państwie prawa :)

    Trzymam kciuki byś znalazła pracę, którą lubisz, wtedy nawet takie kombinacje są do przełknięcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, płacą. Więc nie ma co dużo narzekać. Tylko czasem ciężko, gdy rzeczywistość tak bardzo odbiega od tego, o czym się marzy :)

      Usuń
  5. A przeprowadzka do Poznania nie wchodzi w grę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może założysz własny oddział przedszkolny? :)

      Usuń
  6. po prostu juz brak slow na ta prace...

    OdpowiedzUsuń
  7. e daj spokoj tak czlowiek juz sie cieszy ze umowa a tu cos nagle nie cos nie tak i dziekujemy ;/
    tylko wyzyski i tyle...
    a swoja droga z dziecmi chyba bym nie chciala pracowac zmiana pieluch itd ee to nie dla mnie ;p

    OdpowiedzUsuń
  8. I widzisz? Byłabyś taka szczęśliwa gdyby nie te problemy z pracą, masz marzenia, wiesz czego chcesz, miłość, ktoś bliski, wszystko na miejscu... Tylko ta praca...

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie wiem, co ma miejsce zamieszkania do rzeczy, naprawdę.
    Kim jesteś z zawodu, jeśli można wiedzieć?
    Powiem Ci, że rozumiem Twoje zmęczenie. Obecnie pracuję za koleżankę i nie ma mnie w domu po 10 godzin... Potem wracam do swojej pracy, załatwiam sprawy, następnie znajomi i człowiek pada na twarz. Ale chyba warto docenić fakt, że ta praca wgl. jest, choć pół etatu a siedzenie tyle godzin... To chyba nie jest sprawiedliwe wobec Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  10. I teraz to cholera wie co robić, czy zostać w tej pracy i harować jak dziki osioł, bo przecież o pracę trudno, czy szukać do skutku czegoś co będzie Ci odpowiadać... Ech, nie ma to jak polskie realia na rynku pracy... :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Podsumowując: chyba nie można mieć wszystkiego, chociaż niektórym się udaje, szkoda, że nie wszystkim;/

    OdpowiedzUsuń
  12. uu..od 8 do 21, nie zazdroszcze... ale tak jak piszesz, przynajmniej wiecej zarobisz:)
    powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Znalezienie pracy w moim zawodzie będzie wymagało ode mnie doświadczenia, którego, oczywiście, na studiach nie zdobędę. Ale...bez skończenia studiów i zrobienia uprawnień nie mogę szukać pracy w zawodzie. I to jest dopiero zagwozdka...jak tu wystartować?

    Jednak podziwiam za determinację w szukaniu pracy w zawodzie i życzę wytrwałości:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja bym za takie odesłanie po 8 h zrobiła taaaaką awanturę że hej... To straszne że ludzie potrafią tak pobieżnie czytać cudze CV. Nie odpuściłabym łatwo. Skoro to ich wina, że to przeoczyli...

    Nie da się nic zrobić?

    OdpowiedzUsuń
  15. dowód na to,że tak naprawdę ludzie nie czytają tych CV ;/

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Dziękuję za poświęcony mi czas. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz słowo od siebie.(jeśli nie jesteś z bloggera, proszę o pozostawianie swoich adresów, żebym mogła zajrzeć również do Ciebie).
Zastrzegam sobie prawo do usuwania komentarzy użytkowników anonimowych, jak również komentarzy chamskich, wulgarnych i cechujących się brakiem kultury.